Franzobel | za uprzejmą zgodą autora

Franzobel o wykiwanych obywatelach i zawiedzionych hipisowskich marzeniach

Franzobla w Wiedniu nie trzeba przedstawiać. Znany zarówno dzięki swoim utworom, za które był już wielokrotnie nagradzany, jak również poglądom politycznym, budzącym wśród wielu spore kontrowersje. Można kochać, można nienawidzić, na pewno warto bliżej poznać.

Od Azylu[1] po Attac[2] – Franzobel miesza się ciągle w politykę. Gerald John rozmawiał z autorem o wyrolowanych obywatelach, antykapitalistycznej ideologii gry DKT[3], zawiedzionych hippisowskich marzeniach i prywatnej telewizji jako największej z katastrof.

Standard: Czy jest Pan obywatelem pełnym złości?

Franzobel: Nie, raczej pełnym gniewu, złość ma w sobie coś małostkowego. Gniew z kolei coś wielkiego, boskiego: to uzasadnione uczucie wobec nadużyć w świecie, kiedy kogoś, jak mawia się w Wiedniu, krew zalewa.

Standard: A kiedy to się zdarza?

Franzobel: Kiedy ludzie zostają wyrolowani – inaczej nie da się tego nazwać – przez koncerny, banki, polityków. Kiedy zasady zostają zniszczone, żeby jednostka mogła się dorobić. Na przykład każdy w południowym Tyrolu wie, że nie można tam jeść jabłek, bo są spryskiwane sześć razy w roku – mimo to eksportuje się je na całą Europę. Albo wiele przedsiębiorstw czerpie nieprzyzwoicie wysokie zyski i równocześnie zwalnia pracowników. Kiedy taka firma doprowadzona poprzez cięcia do nierentowności upada, ci, którzy kasowali pieniądze, już dawno wzięli nogi za pas. Naturalna równowaga zostaje zachwiana.

Standard: Dlatego podpisuje Pan tyle manifestów organizacji Attack?

Franzobel: Podoba mi się idea ponadpartyjnego organu rewidującego kapitalizm. Powinno się oczywiście zachęcać do tego, by jeden człowiek mógł ciężką pracą zdobyć więcej niż inny, ale państwo musi troszczyć się o to, żeby bogaci nie stawali się jeszcze bogatsi. Nie znam się na gospodarce, ale z gry DKT nauczyłem się, że zawsze ten wygrywa, kto pierwszy posiada hotele. Dlatego ten, który ma zbyt dużo, musi zostać przystopowany przez redystrybucję, inaczej biedni nie mają żadnych szans. Tylko otwarte, nieskostniałe społeczeństwo, w którym także dzieci imigrantów mają szansę na karierę uniwersytecką, rozwija się. Co prawda nie leży to w interesie posiadaczy, jest jednak konieczne, żeby na dłuższą metę nie upaść w następstwie rozkładu.

Standard: Czy polityka zawiodła w przeprowadzaniu tych zmian?

Franzobel: Bardzo rozgniewało mnie, gdy rząd pod wodzą socjaldemokratów zlikwidował podatek spadkowy. Może znowu potrzeba szoku w rodzaju Sputnika. Podobno wiele dzieci robotników zawdzięcza dostęp do edukacji temu, że Sowieci w 1957 jako pierwsi wystrzelili w kosmos satelitę, na co Amerykanie zareagowali szeroko zakrojoną, zachodnią ofensywą edukacyjną. Obecnie zamiast zmierzać w kierunku społeczeństwa opierającego się na zasadzie sprawiedliwości społecznej, idziemy w stronę tego rosyjskiego: jeden lub dwa procenty superbogaczy, na których pracuje kolejne dziesięć procent. Wszyscy pozostali tworzą dolną warstwę i żyją poniżej granicy ubóstwa. Kryzys jest wykorzystywany w całej Europie jako pretekst do wciśnięcia ludziom ostrego planu oszczędnościowego.

Standard: W spokojnej Austrii ten scenariusz wydaje się dość odległy. Co prawda mamy pakiety oszczędnościowe i coraz więcej bezrobotnych, ale w czasie kryzysu nie było brutalnych cięć w sektorze socjalnym.

Franzobel: Jak dotąd nie, dzięki Bogu. Moje pokolenie miało szczęście: żadnej wojny, za to dobrobyt i edukacja. Na przykładzie Grecji i Hiszpanii widać, jak szybko może się to zmienić. Horrendalna liczba bezrobotnych, eksmisje, zubożenie. Strach przed tym siedzi już też w naszych głowach. Najpierw terror, teraz kryzys. To ten sam strach, który uniemożliwia ludziom w bogatej Austrii bycie szczęśliwymi. Za każdym razem, kiedy wracam zza granicy, nachodzi mnie uczucie, że tutaj rządzą zysk, zazdrość i zawiść – wtedy znika wszelkie poczucie lekkości. Ludzie zachowują się jak między dwoma liniami wysokiego napięcia.

Standard: Wierzy Pan jeszcze w  politykę zdolną do dokonania przemian?

Franzobel: Nie za bardzo. Aby polityka funkcjonowała, potrzeba opinii publicznej, o tym wiedział już Rudi Duschke[4]. Nie chcę mówić o ogłupianiu, ale co może wyniknąć z tego, jeśli nawet nowy program ORF kopiuje RTL 2, zamiast iść w kierunku Arte? Jak ludzie mogą rozumieć coś więcej z polityki niż tylko slogany? Szokuje mnie, że Frank Stornach[5] ze swoimi wątpliwie demokratycznymi wypowiedziami cieszy się 15-procentowym poparciem.

Standard: Czyli media mają wpływ na politykę?

Franzobel: Jeśli media drukują co tydzień rankingi poparcia wyborczego, to rozumiem, że politycy ulegają próżności i ukierunkowują się na nie. Prawie nie ma już osobistości albo wizji, które wykraczają poza czas trwania kadencji i stan własnego konta. Większość jest wyszkolona na metodach NLP[6] i powtarza to, co podpowiada doradca do spraw PR. Jedno zdanie słyszę w polityce zbyt rzadko: „Nie wiem, muszę najpierw zasięgnąć informacji”.

Standard: Bierze Pan jeszcze udział w wyborach?

Franzobel: Tak, ale mam coraz mniej nadziei. W Austrii jest tak dużo korupcji, że można się czuć niemal współwinnym. Brakuje ideałów. Nawet przy wyborach w Stanach Zjednoczonych – popierałem oczywiście Obamę – realna różnica polityczna w odniesieniu do Republikanów była umiarkowana. Polityka jest jak muzyka pop, pełna kłamstw i rozczarowań. Jak byłem dzieckiem, wszyscy dorośli byli hipisami. Zdawało się być pewnym, że zmierzamy w kierunku wolnego społeczeństwa z wieloma jednostkami o otwartej świadomości. Te przewidywania się jednak nie spełniły.

Standard: Dlaczego?

Franzobel: Największą katastrofą mijającego dwudziestego wieku była telewizja prywatna. Zniwelowała poziom wszystkiego. Wychowałem się na wsi w środowisku proletariackim. Wcześniej związki zawodowe organizowały wyjazdy edukacyjne, wyjścia do teatrów i muzeów – podobnie kościół. Biblioteki dla robotników, biblioteki parafialne, lekcje esperanto. Celem było otwarcie na świat, kreowanie osobowości. Dzisiaj chodzi tylko o rozrywkę i konsumpcję. Piłka nożna, gapienie się w telewizor, socjalne pornosy. Dla wielu ludzi centra handlowe wydają się być treścią życia. Żyć, żeby biegać po sklepach – to jest prawdziwa perwersja. Do tego dochodzi Facebook, orwellowski Big Brother, ale wszystko dobrowolnie. Genialne – z punktu widzenia CIA.

Standart: Czy będąc pisarzem należy angażować się politycznie?

Franzobel: Nie, nie trzeba, ale korzystam od czasu do czasu ze swobody do publicznej wypowiedzi. Każdemu innemu, który tkwi w systemie, zmyją głowę jak tylko się odezwie.

Franzobel (45), właściwie Stefan Griebl należy do najaktywniejszych austriackich literatów. Wielokrotnie nagradzany za sztuki teatralne, teksty prozatorskie i wiersze (m.in. 1995 Nagroda im. Ingeborg Bachmann, 2002 Nagroda im. Arthura Schnitzlera, 2005 Nagroda Teatralna Nestroy-Theaterpreis).


[1]              Azyl (Asyl in Not) – organizacja z siedzibą w Wiedniu walcząca przede wszystkim o prawo azylu dla uchodźców.

[2]              Attac – międzynarodowy ruch antyglobalistyczny działający na rzecz sprawiedliwych praw gospodarczych.

[3]              DKT – popularna w Austrii gra opierająca się na zasadach podobnych do Monopoly.

[4]              Rudi Dutschke – socjolog marksistowski i aktywista polityczny; znany rzecznik lewicowego ruchu studentów niemieckich w latach 60. XX wieku.

[5]              Frank Stornach – austriacko-kanadyjski polityk, szef założonej przez siebie populistycznej partii Team Stronach.

[6]              NLP – zbiór metod komunikacyjnych wpływających na kształtowanie wzorców percepcji i myślenia ludzkiego, często używane do prowadzenia negocjacji lub kampanii wyborczych; poddawane krytyce ze względu na swój manipulatorski charakter.

Wywiad przeprowadzony przez Geralda Johna, opublikowany na łamach gazety Standard 9.12.2012 roku.

http://derstandard.at/1353208470110/Ich-bin-ein-Zornbuerger

Comments are closed.