header_cransmayr

Christoph Ransmayr o swej najnowszej powieści „Atlas bojaźliwego człowieka”

Niedawno na półkach austriackich księgarń pojawiła się nowa książka Christopha Ransmayra pt. “Atlas bojaźliwego człowieka”[1], wkrótce zapewne dostępna w polskiej wersji językowej. Poniżej znajdziecie przetłumaczony wywiad przeprowadzony przez Petrę Gropp z wydawnictwa Fischerverlag z tym znanym i cenionym autorem.  Głównym tematem jest jego najnowszy tekst i związane z nim inspiracje oraz przemyślenia. Bardzo polecam również pozostałe powieści tego pisarza, jego kunsztowny styl wywiera (przynajmniej na mnie) ogromne wrażenie. Paluszki lizać!

Petra Gropp: Po Pańskich wielkich powieściach zatytułowanych „Ostatni świat“, „Morbus Kitahara” i „Latająca góra” ukazuje się teraz „Atlas bojaźliwego człowieka”. Książka ta nie jest powieścią, ale szczególnym gatunkiem – „atlasem” – opowiedzianym atlasem świata. Jak trafił Pan na tę formę?

Christoph Ransmayr: To opowiadanie podzielone na siedemdziesiąt epizodów ma najprostszy pierwowzór: postawę człowieka, który wspomina – zdarzenia, postaci oraz miejsca swojego życia i opowiada o nich w zamkniętych, niezależnych od siebie historiach, połączonych tylko poprzez „ja” narratora. Czytelnik może otworzyć „Atlas bojaźliwego człowieka” jak atlas kartograficzny, gdzie tylko zechce, może zacząć od ostatnich stron albo od początku – i tak będzie zawsze w środku świata. Na końcu każdego epizodu narrator bierze oddech i po krótkiej lub dłuższej przerwie znów zaczyna słowami: „Widziałem…”, przenosząc siebie i czytelnika zgodnie z zasadą wolnych skojarzeń w inne, oddalone lub pobliskie miejsce. W końcu w naszej pamięci walący się pomost nad jeziorem gdzieś w Brandenburgii może spokojnie wznosić się nad wodą obok domu na palach w górnym biegu rzeki Jangcy.

P. G.: „Atlas“ kartografuje głębokim, narracyjnym tchem bliskie i dalekie miejsca na ziemi. Wiele Pan podróżował w swoim życiu, wiele zobaczył i usłyszał, zbierał opowieści, mity i legendy. Czy mógłby Pan opisać, jak te wspomnienia i poszukiwania, elementy realne, może też fikcyjne przekształcają się poprzez narrację w obrazy, sceny i zdania?

Ch. R.: Historie nie wydarzają się, historie zostają opowiedziane. Zdarzenie tylko zapisane, udokumentowane nie jest niczym więcej, niż chaotycznym zbiorem faktów, surowcem, któremu narrator nadaje głos. Przy tym czasami dopiero w trakcie historii zaczyna zdawać sobie sprawę ze złożonych powiązań, które sprawią, że zbiór materiałów stanie się dramatem, groteską czy tragedią.

P. G.: Czy jest epizod, który określiłby Pan jako ulubiony, najżywszy, ten, który najsilniej utkwił w pamięci, który był najbliższy a może najtrudniejszy?

CH. R.: W procesie pisania w pewnym momencie każda pojedyncza historia czy epizod wydawał mi się i nadal wydaje ulubionym, najżywszym, najtrwalej wyrytym w pamięci, najbliższym albo tym, którego nigdy nie uda się opowiedzieć.

P. G: Czy jest takie miejsce, dokąd chciałby Pan jeszcze pojechać, którego Pan jeszcze nie widział, a które z jakiejś przyczyny nadal fascynuje?

Ch. R.: Po pierwsze nie ma takiego miejsca, które kiedyś odwiedziłem i do którego nie chciałbym już pojechać. W końcu sprawdza się to nie tylko w powiedzeniu, że nie można wejść dwa razy do tej samej rzeki, ale również, że nie da się tak naprawdę wrócić do miejsca z własnej historii, nawet do opuszczonego mieszkania. Jako że i tak istnieją miejsca tylko mniej lub bardziej nieznane, które rozpościerają się przed nami, pozostawiam przypadkowi decyzję co do następnego celu.

P. G.: W „Atlasie“ chodzi nie tylko o realne podróże, ale również mistyczne eskapady, zdarzenia egzystencjalne, spojrzenie zostaje skierowane na nieskończoność wszechświata i na granice ziemskiego życia. Zawsze chodzi przecież o umieranie i przegrywanie, tęsknotę i podnoszenie się. Czy „Atlas” jest dla Pana taką księgą życia?

Ch. R.: Prawdopodobnie nie ma takiego opowiadania  zasługującego przynajmniej na to miano,  w którym nie chodziłoby w pewnym momencie o życie i śmierć. Nawet najkrótsze formy narracyjne, takie jak anegdota, żart, aforyzm czy trzy linijki na widokówce grają z życiem i śmiercią.

P. G.: Przez „Atlas“ prowadzi jeden głęboki oddech narracyjny. Głos wznosi się wciąż od nowa: „Widziałem…”. Dlaczego właśnie ten motyw widzenia łączy wszystkie epizody?

Ch. R.: Widzenie jest nie tylko optycznym doświadczeniem. Kto chce poznać świat, zwraca swój wzrok równocześnie w głąb siebie i odnajduje to, co odbija się w jego siatkówce, przemienione albo przynajmniej odzwierciedlone, zniekształcone lub upiększone, może nawet wyraźniej niż gdziekolwiek indziej. Przy tym narrator ma do czynienia nie tylko z przyszłością, jak wieszcz czy profeta, ale z wszystkimi wymiarami czasu. W jego historii rzeczy są co prawda osadzone w momencie, jednak w pewnych okolicznościach kierują nasz wzrok poza wszystkie strony świata i czasu.

P. G.: Narrator właściwie nie ujawnia się, jest obserwatorem i słuchaczem. Dlaczego zostaje w tytule nazwany „bojaźliwym człowiekiem”?

Ch. R.: Bojaźliwość jako odmiana przezorności może w najlepszym razie wzbogacić obraz świata, jeśli jest świadoma nie tylko tego, co jest, ale również tego co mogłoby być lub zdarzyć się. Nasze  życie jest względnie teraźniejsze tylko w swoich ulotnych, krótkotrwałych momentach, ale składa się przede wszystkim z tego, co było i co mogłoby być. Lękliwy człowiek liczy się z tym wszystkim, strach go jednak nie paraliżuje, nie pozostaje w miejscu lub znika w kryjówce, tylko podąża swoją drogą, nawet jeśli czasami niepewnie i z powątpiewaniem.

P. G.: Jeden epizod opowiada o tym, jak narrator ucieka do jaskini, przyłącza się tam do śpiewu mnichów i w końcu zapada w sen. Śpiew, opowiadanie, mowa są czymś o wiele bardziej znaczącym niż relacjonowanie czy wymiana informacji. Czy stanowią w Pańskich oczach istotę człowieczeństwa?

Ch. R.: Jakkolwiek definiuje się człowieczeństwo – w naszej historii nie ma większego wynalazku niż przykładowo przemienienie w słowo oceanu i jego pozornej nieskończoności, sztormów, wybrzeży, rozszalałych kipieli czy nadanie nazwy szczęściu i smutkowi człowieka, najwyższym górom, a nawet bogom. Dopiero poprzez język staliśmy się tym, kim jesteśmy, nawet gdy różnica między rzeczywistością i jej słownym odzwierciedleniem nie mogła być większa – ostatecznie w słowie „ocean” nie zatonął jeszcze żaden statek i nikt nie spadł w przepaść ze słów „ściana lodu”. Magia przemiany czegoś w język sprawia, że powstają w nas obrazy, poprzez które wkraczamy w świat innego albo opowiadając przenosimy go w naszą rzeczywistość. W ten sposób pokonana zostaje nie tylko nieświadomość i milczenie, ale również samotność i opuszczenie jednostki. A wszystkim, czego potrzebujemy do dokonania tego cudu, jest głos i ucho.

 

Tekst wywiadu w języku niemieckim znajdziecie na stronie:

http://www.fischerverlage.de/interview/gespraech_mit_christoph_ransmayr_zu_seinem_atlas_eines_aengstlichen_mannes/1504214 [27.04.2013 17:36]

 


[1] Tłumaczenie tytułu powieści Anna Kamińska

 

 

 

Comments are closed.