header_robertschindel

Bruno Jaschke o najnowszej powieści Roberta Schindela „Zimny”

„Zimny” jest drugą częścią powieściowej trylogii, mającej zakończyć się w nieokreślonej przyszłości  tomem „Krótkotrwali”, w której Robert Schindel mierzy się z tym, co w Austrii przez długi czas rozumiano jako uporanie się z przeszłością: zaprzeczaniem wszelkiej współodpowiedzialności za nazistowski terror i przechodzący niekiedy w widoczne odrzucenie dystans do ofiar. Pierwszym tomem był wydany w 1992 roku bestseller „Rodowody”, ukazujący (wysłużone) rozliczenie z przeszłością  i grzech zbrodni nazistowskich.

Niektóre fragmenty „Zimnego” stanowią nawiązanie do „Rodowodów”: wartownik kacetu, „łamacz czaszek” Egger, którego sądowe uniewinnienie stało się dla Hermanna Gebirtiga, cieszącego się sławą autora na emigracji, przyczyną ostatecznego odwrócenia się od dawnej ojczyzny, kończy raczej przypadkowo. Również niedoszły pisarz Emanuel Katz pojawia się ponownie jako część pozbawionego ambicji, próżnego, kiszącego się we własnym sosie kręgu bohemy kultury wiedeńskiej.

Dramat jako farsa

W „Zimny” wszystko kręci się wokół tak zwanej „Afery Waldheima”: wzburzenia w kraju, a w końcu również na całym świecie po tym, gdy rozniosła się wieść, że Kurt Waldheim, kandydat Partii Ludowej (ÖVP) na prezydenta federalnego w roku 1986 zataił w swoim życiorysie, iż był oficerem Wehrmachtu, a następnie usprawiedliwiał się mówiąc, że tylko „spełniał swój obowiązek”. Dramat, który czasami przeradzał się w farsę, ale również, jak uważa Schindel, umożliwił w ogóle dyskusję w Austrii o czasach nazistowskich.

Każda większa rola w tej sztuce jest starannie obsadzona pod innymi imionami: Waldheim, noszący w niej nazwisko Weis, jego sztab doradców, ówczesna wewnątrzpolityczna elita Austrii wokół kanclerzy federalnych Freda Sinowatza und Franza Vranitzky’ego, pnący się coraz wyżej prawicowy populista Jörg Haider (noszący u Schindela jak również w bestsellerze „Ball operowy” Josef Haslingersa imię „Jupp”), Simon Wiesenthal, burmistrz Wiednia Helmut Zilk, wydawca gazety „Krone” Hans Dichand i jego sławny kolumnista Richard Nimmerrichter, rzeźbiarz Alfred Hrdlicka, dyrektor Burgtheater Claus Peymann, pisarze Elfriede Gerstl, Elfriede Jelinek, Thomas Bernhard i oczywiście Peter Turrini, bez którego nie można się obejść w takich tarapatach.

Cała afera jest drobiazgowo nakreślona – począwszy od szumu na jej temat aż do wrzenia – wraz w wszystkimi trzaskami i efektami ubocznymi: drewniany koń i monument Hrdlicki, zjadliwości wobec „pewnych kręgów ze wschodniego wybrzeża”, skandal wokół dramatu „Heldenplatz” Thomasa Bernharda.

Ta wierność faktom, czasami trochę płytkie odtwarzanie codziennych aktualności połowy i późnych lat 80-tych, które świadkowie tamtych czasów (40 plus) pamiętają bez trudu, przeplatane są na szczęście tkaną z dużymi oczkami siatką relacji rozmaitych fikcyjnych charakterów.

Centralną postacią jest Edmund Fraul – weteran z Hiszpanii, ocalały z Auschwitz, „podróżnik z odczytami” przeciwko faszyzmowi, dający w szkołach, gazetach i książkach świadectwo barbarzyństwa nazistowskiego. Wraz ze swoją żoną, która również była w Auschwitz ma syna, pnącego się w górę aktora Karla – nie utrzymuje z nim jednak kontaktu. Nawiązuję go za to ze skruszonym byłym strażnikiem obozu, z którym spotyka się regularnie aż do jego śmierci w wypadku, gra w szachy i rozmawia w końcu o historiach z Auschwitz.

Fraul, który – nawiedzany nocami przez koszmary senne i urojenia niekiedy w trakcie dnia – zadomowił się w swej prawości i stawia otoczeniu wysokie wymagania dotyczące zdolności do antyfaszystowskiej obrony, nie wzbudza w żadnym razie sympatii. W końcu sam tytuł powieści „Zimny” opiera się na jego niezdolności do odczuwania i okazywania emocji.

„Każdy, a zwłaszcza ja, musiał nawet podcierając tyłek udowadniać, że byłby bohaterem, tak jak on olbrzymem przyzwoitości, odwagi i solidarności – i karłem we współodczuwaniu. Do dziś pozostał po prostu bohaterskim antyfaszystowskim dupkiem, co zrobić. A do mojej matki, apolitycznej żydówki, która od tego czasu boi się tylko bestii, które wymordowały jej rodzinę [...], do mojej matki żywi pogardę, pogardza nią z całego serca [...]. Na tej pogardzie osadza się cieniusieńka warstwa troski i uprzejmości”, mówi o nim jego syn. Karl, młoda gwiazda aktorstwa jest z kolei prawdziwą Drama Queen, obrzydliwym kongromeratem narcyzmu, humorzastości, arogancji, rozczulania się nad sobą i całkowitego braku odpowiedzialności. Podrzędność jego charakteru nie wyróżnia się spektaktularnie w kręgach obfitujących w nadętość, pusty patos, samowola i intryganctwo

W tej książce ogólnie jest niewiele dobra i wymienić to można jako jedną z jego najmocniejszych stron: Schindel trzyma się z daleka od moralnych czarno-białych kontrastów, które przykładowo ukazują obóz antyfaszystkowski w mieniącym się blasku, a jego oponentów w ciemnym świetle. Tak więc może się zdarzyć, że przy niektórych spotkaniach między Fraulem i Rosingerem niepewny były nazista sprawia sympatyczniejsze wrażenie niż bojownik ruchu oporu.

 Źródło: http://www.wienerzeitung.at/themen_channel/literatur/buecher_aktuell/524954_Schindel-Robert-Der-Kalte.html

Comments are closed.